niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 1

Siedzie w pustym mieszkaniu i czuję się jak dziwka. Co ja robię ze swoim życiem? Jestem pierdoloną pomyłką losu, nikim więcej.


Budzę się tuż przed siódmą. Nienawidzę tych chwil gdy mogę się wyspać, a budzę się tak wcześnie jak prawie nigdy. Chociaż oczy się mi kleją to i tak wiem, że nawet nie ma sensu marzyć o ponownym zaśnięciu. Ciągnąc nogi dochodzę do łazienki, a pierwsze co robie to spoglądam w popękane lustro i to okazuje się błędem. Wszystkie uczucia towarzyszące mi w chwili jego pękania powracają, a w żołądek zaczynał płatać mi figle. Ponownie układam się w pościeli i ponownie czuję,że dłużej nie zniosę takiego życia. Mam cały dzień dla siebie. Cały dzień, aż do wieczoru. Tak długo na to czekałam, a teraz nie potrafię się tym cieszyć. Właściwie niczym nie potrafię się już cieszyć.
Idę szarym,wyblakniętym chodnikiem, a chłodny wiatr pląta moje niedawno czesane włosy. Dobrze wiem dokąd zmierzam, ale nogi już ledwo utrzymują ciężar mojego ciała. Czuje jak to wszystko od środka mnie wykańcza. Poczucie winy i uczucie skończonej szmaty owładniają moje wnętrze. Wyżerają moją duszę jak pasożyt, którego nie da się pozbyć. Biorę głęboki wdech i przekraczam próg oddzielający mnie od normalnego życia, które teorytycznie powinnam prowadzić. Cóż bywa różnie..
-Polnson!
-Czego chcesz?-warknęłam
-Nie zapominasz się?
Zatrzymuję się i patrzę na czerwoną ścianę, nie mam zamiaru oglądać jej twarzy.
-Parker cię szuka.
-Nie mam czasu.
-Myślisz,że chce mi się z tobą gadać?-mówi przez zaciśnięte zęby-Masz do niego iść i już.
Bez słowa ruszam dalej, czując, że moje plany ulegają zmianie. Kilkukrotnie pukam w drewniane, brązowe drzwi i nie czekając na reakcję po chwili podchodzę do ciemnego, obszernego biurka.
-Masz coś dla mnie?
Unosi oczy
-Niekoniecznie
-Nie mam czasu, Parker.
Odwracam się i idę w kierunku wyjścia.
-Podejdź tu.
Nie reaguję. Chwytałam klamkę i chcę już wyjść.
-Polnson!
Zatrzymuję się. Zamykam otwarte już drzwi i powoli zaczynam się odwracać.
-Zapominasz się.
-Czego chcesz?
-Co ja mam z tobą zrobić?
Podnosi się z krzesła, a jego sylwetka zbliża się do mnie coraz bardziej. Czuję jak w głowie zaczyna mi wirować z poddenerwowania.
-Kochana, Jade.
Dwukrotnie okrąża moje ciało.
-Daj mi spokój.
-Ostra z ciebie zawodniczka.-oblizuje usta-To lubię w tobie najbardziej.
Znacząco się uśmiecha i już wiem co chce zrobić. Zaklucza drzwi, a klucz chowa do kieszeni. Przekłada moje włosy na lewy bok i składa na mojej szyi kilka pocałunków po czym podchodzi do krzesła i siada na nim.
-Podejdź tu, skarbie.
Postępuję według jego rozkazów. Odpina rozporek. Jego spodnie jak i bokserki spadają na ziemię. Czuję jak łzy cisną się do moich oczu, ale przyklękam przed nim i biorę jego penisa do buzi. Ssam i liżę go z obrzydzeniem. Chwytam go w dłonie, a on ustala tępo. Widzę jak mu staje, czuję jak zaczyna pulsować, aż w końcu koszmar dobiega końca. Jego jęki ustają. Pozostaje tylko jego triumfujący uśmiech. Wstaje, a on podaje mi klucze. Bez słowa wychodzę kierując się do toalety.
Myję ręce i przepłukuję usta. Kiedy patrze w lustro jedyne co widzę to niepozorna dziwka. Skończona szmata, nic więcej. Kiedy wychodzę czuję na sobie kilka spojrzeń, szyderczych uśmieszków. Nie obchodzi mnie to, bo każdy z nich ma coś na sumieniu. Parker traktuje wszystkie osoby płci żeńskiej stąd jak dziwki, a z tego co zauważyłam płeć męską traktuje jak swoich pomocników, przyjaciół. Chuj wie jak jeszcze. Wchodzę do windy z nadzieją, że nic więcej mnie dzisiaj nie spotka.
Zjeżdżam na trzecie piętro, a po chwili znajduje mnie nowy klient.
Daje mi pieniądze, a ja mu malutki foliowy woreczek z białym proszkiem. Zanim podeszłam do baru przyszło jeszcze kilku z którymi zawarłam ten sam układ.
-Co podać?
Barman zwraca się do mnie.
-Wódkę.
Po kilkunastu sekundach kieliszek stoi już przede mną. Zanurzałam usta w przezroczystej cieczy, a wszelkie siły jakie znajdowały się w moim ciele zaczęły mnie opuszczać. One też postanowiły zostawić mnie samą.
-Co jest, Polnson?
Dobrze znałam ten głos.
-Co ma być?
-Jesteś jakaś inna.
-Odpierdol się, Henkel.-syknęłam.
-Jak chcesz, ale jak zmienisz zdanie to wiesz gdzie mnie szukać.
-Mówisz o ostatniej propozycji?
-Ona również jest aktualna.
Podnosząc się puszcza oczko w moim kierunku i znika w tłumie szalejących małolatów. Zamawiam jeszcze jeden kieliszek wódki na rozluźnienie i wychodzę.